czwartek, 27 marca 2014

Rozdział 3

muzyka
*Tydzień później*

Już się zadomowiłam w Londynie,zapisałam się na studia...chce zająć się na razie nauką a nie latać za chłopcami jak Ewa.
Od przyjazdu do Londynu Ewa zrobiła się jakaś dziwna...nie przebywa już ze mną tyle co zawsze,nie chodzi mi o to by się mną opiekowała ale o to że jestem jej przyjaciółką.
Pewnego dnia oznajmiła mi że wyjeżdża do Hiszpanii razem z jej chłopakiem Fabianem,który tam dostał nową pracę i rzucił studia.
-Przecież tak bardzo chciałaś na pedagogikę iść-powiedziałam smutno
-No wybacz...kocham go i chce tam razem z nim jechać-powiedziała przytulając się do mnie
-Ale miałyśmy tyle planów...
-Nie martw się wrócę i jeszcze nie raz będziemy miały wspaniałe plany-powiedziała i ruszyła na górę pakować swoje rzeczy. Nie wzięła wszystkiego bo jak powiedziała wróci do mnie.
Było mi bardzo smutno z tego powodu że zostanę sama z Kristen w domu...no ale jakoś to przezyję.
-Nicola nie płacz,ja nie jadę tam na wakacje tylko do pracy,wróce niebawem-powiedziała i uściskała mnie najmocniej jak potrafiła
-Trzymaj się i uważaj na siebie-powiedziałam i ostatni raz ją widziałam...
Była godzina 12,wykład miałam o 13.30 a żeby tam dojechać potrzebowałam transportu bo uczelnia jest dosyć daleko od domu.Właśnie zamykałam drzwi na klucz gdy pojawił się Lucas
-Myślałem że pojechałaś razem z Fabianem i Ewa
-Za dużo myślisz-powiedziałam i posłałam mu uśmiech a ten odwzajemnił
-Podwieźć Cię? Bo ja przyjechałem tylko po papiery dla Ojca i wracam do firmy-powiedział stojąc przy sportowym samochodzie. Nie powiem,było co podziwiać...każdy pewnie mu zazdrościł czarnego Lamborghini<klik>
-Wow...e nie,dzięki ale raczej do tego autka mój wózek się nie zmieści-powiedziałam cały czas patrząc na samochód,nie mogłam oderwać od niego wzroku.Pewnie kosztował niezłą sumkę,chociaż jego stać...
-Zmieści się,o to się nie martw-powiedział i pomógł mi usiąść na miejsce pasażera a wózek złozył i schował na tylnie siedzenie.
Jechaliśmy bardzo szybko,dziwie się że nie było żadnej policji i nie złapała go.
-Jeździsz strasznie szybko...-powiedziałam mocno się trzymając swojego siedzenia,wbita w fotel
-Wybacz...-powiedział i zwolnił do prędkości jaka panowała zazwyczaj na drodze
Gdy tylko dojechaliśmy pod uczelnię posadził mnie na wózku a gdy mu podziękowałam odjechał.Każdy się na mnie dziwnie patrzył,nie dość że kaleka to się wozi takim autkiem...pewnie tak sobie mogli pomyśleć. Szybko skierowałam się na mój pierwszy wykład ,było trudno się z poruszaniem,ale dałam radę.Na sali nie było przejścia dla inwalidów więc musiałam stanąć gdzieś z boku by wykładowca nie miał mi za złe że mu przeszkadzam w poruszaniu się po swojej części.
-Witam wszystkich nazywam się profesor Jivan Nikolerberg i będę od dzisiaj wykładał -powiedział i rozejrzał się by zobaczyć ile jest osób,a było dość sporo
Był w podeszłym wieku,miał juz dosc sporo siwych włosów,miał około 175 cm wzrostu i był bardzo gruby,dziwiłam się że mieści się w drzwiach.Jego jedna ręka to jak moje dwie...Nosił okulary na nosie i patrzył się swoim pioronującym wzrokiem.
-Czy mógłby ktoś jej pomóc ?Wiem że nie mamy dla wózków żadnego przejścia ,ale postaram się by to się zmieniło-powiedział
-Nie udawaj tylko wstawaj-powiedział jakiś chłopak a wszyscy tylko na niego spojrzeli
-Nie udaje...nie mogłabym-powiedziałam smutno
 Jakiś brunet zszedł i pomógł mi usiąść na pierwsze lepsze miejsce
-Dzięki-powiedziałam speszona zaistniałą sytuacją
-Kaleka i pedagogika-powiedział jakis chłopak i się zaśmiał
-Wiem na pewno więcej od Ciebie na ten temat,sama jestem osoba niepełnosprawna i dlatego wybrałam pedagogike specjalną-odpowiedziałam krzyżując ręce na piersi.
-I że mi przyszło byc w grupie z tobą...-powiedział przewracając oczami
-Panie Lutz prosze o opuszczenie wykładu,chyba że pan zmieni swoje nastawienie do koleżanki-powiedział profesor patrząc się na chłopaka z pod okularów.
-Dobra juz dobra...-powiedział i siedział cicho do końca wykładu
***
Dochodziła godzina 20,a dopiero skończyły się zajęcia,na szczęście były przerwy.NIby pierwszy dzień a wymęczyli nas jak by to była połowa semestru.
-Hej zaczekaj!-usłyszałam za sobą męski głos
-Co znowu?-spytałam ze złością bo zobaczyłam tego samego chłopaka co mówił że udaje
-Chciałem Cię przeprosić za moje zachowanie -powiedział
-I niby mam uwierzyć w twoją niby przemianę? Ha ha-ironizowałam
-Może Cię podwieźć?-spytał zmieniając temat
-Nie dzięki nie chce twojej litości,poradzę sobie-powiedziałam kierując się w stronę przystanku
-No nie daj się prosić-powiedział idąc za mną
-No daj mi spokój! Odwal się ode mnie!-krzyczałam
-Boże dziewczyno...nie to nie.Jeszcze będziesz błagac o pomoc.Ja nie wiem co ten mój brat w tobie widzi-powiedział i już odchodził gdy go zatrzymałam
-Czekaj...jaki brat?-spytałam
-Lucas  to mój brat przyrodni,ja jestem Nathan-powiedział poprawiając swoją oklapłą grzywkę
-Nicola-powiedziałam witając się
Mimo że był bratem Lucasa to i tak postanowiłam że pojadę autobusem do domu.Trochę było ciężko,nie kazdy chciał mi pomóc ale dałam radę,w końcu muszę się usamodzielnić i nie prosić każdego o pomoc.
Lucas nic nie wspominał o swoim bracie,w sumie ja tez niewiele mu powiedziałam o sobie.Byłam dośc skrytą dziewczyną od pamietnego wypadku...
Podobnie jak myśl o samobójstwie, myśl o samot­ności bywa czasem jedyną formą protestu na jaką nas stać, gdy wszystko zawiodło, a śmierć ma w sobie jeszcze ciągle więcej grozy niż uroku
Podczas powrotu do domu przypomniała mi się ta piosenka która odzwierciedla moje dotychczasowe uczucia.Chyba nie istnieje żadne pocieszenie po tragedii jaka mnie spotkała,czyli utrata ukochanej osoby...Cały czas myslałam o tym i nie mogłam zapomnieć mimo że próbowałam,nadal gdy o nim pomysle lub wypowie ktoś jego imię to dreszcze przechodzą prze moje całe ciało Nie umiem zawrzeć znajomości z jakimkolwiek chłopakiem,zaraz mi się przypomina że brak mi bliskości Sebastiana...
Gdy byłam blisko domu zauwazyłam Lucasa który uśmiechnął się do mniea ja tylko lekko odwzajemniłam uśmiech i skierowałam się do domu.
-Jestem już!-krzyknęłam ale odpowiedziała mi cisza
Byłam zdziwiona że nie ma Kristen,zawsze o tej porze już była,ale za chwile usłyszłam telefon który był w mojej torebce więc do niego sięgnęłam.
-Tak?-spytałam
-Bede dzisiaj późno więc nie martw się,jak coś to Lucas jest obok w domu-powiedziała
-Nie,dzięki poradzę sobie-skłamałam i się rozłączyłam
Pojechałam do salonu i właczyłam sobie jakiś film,który własnie leciał w telewizji.Nie był nudny ale byłam zmęczona więc po pewnym czasie zasnęłam w niewygodnym wózku.
             ***
Obudziłam się o dziwo w...łóżku! Nie miałam pojęcia jak to się stało,do momentu aż nie zobaczyłam śpiacego na fotelu w moim pokoju Lucasa.Przestraszyłam się że teraz jestem cała rozmazana,rozczochrana i że się mnie teraz przestraszy.
-O obudziłas się już-powiedział Lucas przeciągając się na fotelu
-Ty mnie przeniosłes na łóżko?-spytałam
-Owszem.I zasnąłem tutaj,mam nadzieje że nie masz nic przeciwko-powiedział podchodząc do mojego łózka
Jego roztrzepana fryzura dodawała mu uroku,a zaspane oczy wyglądały jeszcze bardziej pociągajaco niż gdy zobaczyłam je pierwszy raz. Nie wiedziałam co się z emną dzieje....raz czuje się zażenowana że podoba mi się facet a zaraz nie moge tego dopuścic bo Sebastaian umarł...jestem dziwna
-Przepraszam za Nathana-powiedział patrząc się na mnie
-Nic nie szkodzi,przyzwyczaiłam się ze ludzie uważają mnie za nic nie znacząca kalekę-powiedziałam
Przez chwilę zapadła cisza i żadne z nas się nie odezwało przez prawie 30 minut.Lucas zamrugał oczami i otworzył usta by cos powiedziec,ale zaraz je zamknął i ponownie otworzył i tym razem zaczał mówić:
-Ja tak nie uważam...-powiedział przybliżając się do mnie
-Nathan zasugerował że podobam ci się-powiedziałam
-Bo to prawda-powiedział przybliżając się do mnie a centymetry które nas dzieliły zamieniły się w niebezpieczne milimetry.Nie wiedziałam co mam robić,zwłaszcza że nie mogę się nigdzie ruszyć.
-Ale ja niedawno straciłam chłopaka...nie chce jak narazie miec chłopaka...mam studia-powiedziałam a Lucas nagle pochylił się nade mna i mnie zaczął całowac.
Najpierw odwzajemniłam ten pocałunek ale nagle moja świadomośc zaczeła działać i go odepchnęłam
-Więcej tego nie rób!-krzyknełam i przyłozyłam mu z liścia w policzek tak mocno ze az zabolała mnie ręka
Lucas wstał i gdy był już przy drzwiach powiedział:
-Myslałem że jesteś inna,ale rozumiem...-powiedział i z trzaskiem wyszedł z domu.
Żałowałam że tak go potraktowałam zwłaszcza ze był dla mnie miły od kąd przyjechałam do Londynu...ale tak to jest jak się najpierw robi a potem mysli.

______________
Rozdział pisany na szybko :P
Pojawił się nowy bohater:Nathan,jest również w zakładce "Postacie"
Miałam rozegrac to trochę inaczej...ale po prostu nie miałam pomysłu na rozdział,obiecuję że nasteony będzie lepszy :)


czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 2


Na następny dzień zaplanowałam sobie układanie ubrań w szafie.Niby przyleciałyśmy do Londynu dopiero wczoraj ale ja chciałam już mieć wszystko poukładane,ponieważ lubiłam mieć porządek wokół siebie,dlatego wstałam dosyć wcześnie bo o godzinie 8 a u mnie to rzadkość.Jestem bardziej typem osoby która lubi leniuchować i spać długo.
Gdy tylko otworzyłam oczy promienie wiosennego słońca powoli zaczęły się wdzierać do mojego pokoju.Powoli podnosiłam się do pozycji siedzącej by móc wstać z łóżka i przenieść się na wózek,wiedziałam że nie będzie to łatwe zadanie ale miałam nadzieje że chociaż trochę mi się to uda.
Rozkryłam kołdrę i przesunęłam się bliżej krawędzi łóżka,wyciągnęłam rękę by przysunąć bliżej wózek a stał dość blisko to mogłam to zrobić.Następnie uniosłam rękoma jedną nogę,później drugą by usiąść na krawędzi łóżka.Byłam zadowolona że dałam radę to zrobić,nie było łatwo.Przyszła kolej na najcięższą rzecz w moim wykonaniu,a mianowicie: usiąść na wózku. Już prawie dosięgałam tyłkiem do wózka ale...nagle gwałtownie się odsunął i upadłam na podłogę z wielkim hukiem.
-Cholera!-zaklęłam
Bolał mnie trochę tyłek po upadku ale nie tak jak myśl że nie potrafię sobie dać rady z przejściem na wózek z łóżka...nienawidziłam tej myśli ze przez całe życie będzie musiał mi ktoś pomagać i że sama nigdy nie dam rady wstać normalnie i pojechać do łazienki by się umyć i ubrać.Wkurzona przeczołgałam się do walizek by znaleźć czysta bieliznę i ubranie,gdy już to zrobiłam powiesiłam to na wózku i popchnęłam mój "pojazd"do łazienki a sama z wielkim trudem po 20 minutach dotarłam do niej.Łazienka znajdowała się na przeciwko mojego pokoju,drzwi od pokoju były uchylone więc mogłam "spokojnie wyjść" z pokoju.Z drzwiami od łazienki trochę się trudziłam ale w końcu jakoś otworzyłam,przeczołgałam się do środka i skierowałam się w stronę wanny.Odkręciłam kurek i po 10 minutach napełniła się wanna wodą z płynem do kąpieli który wlałam do wanny. Nie wiem jakim cudem ale udało mi się wejść do wanny ,z wielkim wysiłkiem w moim ciele i rękach ale udało mi się. Po umyciu się tak samo z wielkim trudem wydostałam się z wanny,wytarłam się dokładnie miękkim niebieskim ręcznikiem,posmarowałam się balsamem i zakładałam ubranie.Na dzisiaj wybrałam sukienkę<klik> więc nie miałam problemu z założeniem dolnej części ubrania.
-Co ty tutaj robisz?Ubrana?-spytała zdziwiona Ewa moją obecnością w łazience
-Było trudno,ale dałam radę-powiedziałam uśmiechając się do przyjaciółki
-Ale widzę że na wózek jeszcze nie dajesz rady wejść-powiedziała i pomogła mi posadzić swój tyłek na wózku.
-Co zamierzasz dzisiaj robić?-spytała Ewa rozczesując swoje włosy
-Miałam zamiar pookładać ubrania do szafy jak na razie -powiedziałam malując oczy eyelinerem.
-I dlatego się malujesz?-spytała Ewa śmiejąc się ze mnie że nawet w domu nie mogę być bez makijażu
Zostawiłam ją sama w łazience i pojechałam już na wózku do swojego pokoju by pookładać rzeczy.
Układanie zajęło mi ok 2 godzin,przyznam dużo rzeczy miałam. Po układaniu rzeczy wyciągnęłam swojego laptopa i go włączyłam.
-Nicola ?-spytała Ewa wchodząc do mojego pokoju
-Tak?-spytałam odwracając się od laptopa by spojrzeć na Ewę
-Poszłabyś ze mną pozwiedzać Londyn?
-Może później,teraz chce pogadać na Skypie z rodzicami-powiedziałam 
-A,no ok to pójdę sama-powiedziała Ewa a ja czułam w jej głosie zawiedzenie,ale musiałam porozmawiać z rodzicami i powiedzieć że u nas wszystko jest w porządku.
Ewa wyszła a ja zadzwoniłam do mamy i zaczęłyśmy rozmawiać przez Skypa.Tato też się czasami odzywał ale rzadziej niż mama,dowiedziałam się że sprzedali dom w Świdniku gdzie mieszkaliśmy tyle lat,narazie mieszkają w małym mieszkanku w Krakowie.
-A nie pomysleliście zeby zamieszkać z Babcia i Dziadkiem ?-spytałam
Pamiętam ze rzadko tam bywaliśmy bo tato się pokłócił z dziadkiem o to że dziadek jest uparty jak osioł i nie chce sprzedać ziemi.
-Wiesz że dziadek jest uparty-powiedział tato
-Ale Karol,Nicola ma rację -powiedziała mama zwracając się do taty
-Ja go pierwszy nie przeproszę-powiedział tato i widziałam w kamerce że krzyzuje ręce na piersiach
-Nie bądź tak uparty jak on i podaj pierwszy ręke na zgodę-powiedziałam a mama się usmiechnęła tylko do mnie
-No moze macie rację ale nie wiem czy by zechciał mieszkac ze mną pod jednym dachem-owiedział tato
-Jesteś jego synem,zresztą lżej by nam było i im tez-powiedziała mama
Po kilku minutach zgodził się i mają za tydzień jechać do nich,kazałam pozdrowić dziadków.
-Dobra ja spadam,jadę zwiedzać Londyn-powiedziałam i pożegnałam się z rodzicami.
Nie wiedziałam że tak długo zajęła mi rozmowa z rodzicami bo aż 1,5 godziny,ale Ewy jeszcze nie było więc postanowiłam sama zacząć zwiedzać. Postanowiłam zostawić karteczkę Kristen i Ewie w razie gdyby przyszły wcześniej niż ja. Kristen dorobiła nam klucze więc możemy spokojnie wychodzić kiedy chcemy.
"Poszłam(pojechałam) zwiedzać Londyn,jak coś to dzwońcie :)Nicola".

Zamknęłam drzwi na klucz i  włożyłam do torebki gdzie już był portfel i telefon.Zdecydowałam że skieruję się w prawą stronę ,był ładny chodnik więc nie bałam się że mogę się przewrócić,ludzie nie zwracali zbytnio na mnie uwagi bo dla anglików osoba niepełnosprawna nie była jakimś nadzwyczajnym obiektem drwin i kpin ze strony społeczeństwa.
Nagle moim oczom ukazała się niewielka górka prowadząca na dół,przynajmniej na początku wydawała mi się być mała...próbowałam zatrzymać wózek hamulcem który był w jednym kole,ale na nic to się nie zdało więc zrezygnowana jechałam coraz to szybciej i piszczałam bo nie mogłam ani zejść ani zatrzymać pojazdu.Raptownie wyskoczyłam z wózka i poleciałam prosto twarzą na chodnik.Obejrzałam się i zobaczyłam że to przez korzeń wyrastający w chodniku...szczęście z nieszczęściem,gdyby go tam nie było to jechałabym i jechałam a jak wypadłam to moja twarz jest cała potłuczona i leci mi z nos krew.Wytarłam chusteczką nos i próbowałam się podnieść ale niestety nie mogłam,wózek był o wile dalej niż się tego spodziewałam więc leżałam tak na tym chodniku.Nikt nawet nie spytał czy wszystko w porządku tylko każdy się patrzył i odchodził...ech...Właśnie w takich momentach chciałabym umrzeć!
-Nicola?-nagle usłyszałam znajomy męski głos
Nie wiedziałam kto to bo nie miałam siły by się odwracac,byłam taka poobijana że wszystko mnie bolało.Nagle ten ktoś podszedł bliżej bym mogła go zobaczyć...
-Lucas?Co ty tutaj robisz?-spytałam zdziwiona
-O to samo mógłbym ja Ciebie zapytać-powiedział podnosząc mój wózek i przyprowadzając go bliżej
-Chciałam trochę pozwiedzać Londyn,nie wiedziałam że tutaj jest taki stromy zgórek-powiedziałam nadal leżąc na chodniku,ale już za chwilę zostałam podniesiona przez Lucasa.Trzymał mnie na rękach dobre 5 minut.
-Lucas?Możesz mnie już posadzić na wózku,dam sobie radę-powiedziałam a on speszony posadził mnie na wózku i prowadził  z powrotem na górę
-Przepraszam-powiedział
-Nic się nie stało-powiedziałam łapiąc go za rękę,ale dopiero gdy to zrobiłam uświadomiłam sobie co tak naprawdę zrobiłam więc szybko zabrałam rękę.Czułam ze się rumienię...nie wiem czemu ale mimo że znam go od wczoraj strasznie pociągająco na mnie działa.Nicola! Opanuj się! Straciłaś niedawno chłopaka!
Gdy dojechaliśmy pod dom ciotki,pospiesznie chciałam wejść już do domu ,ale Lucas mi na to nie pozwolił zatrzymując mnie tak bym spojrzała na jego twarz. Gdy na niego patrzyłam  w moim brzuchu poczułam przyjemne uczucie,motylki w brzuchu.
-Musze już iść-powiedziałam i spuściłam wzrok a czar prysnął. Nie mogę sobie na to pozwolić..nie chce ZNOWU cierpieć przez chłopaka.
-Chciałabyś może jutro wybrac się ze mną do kina?-spytał a ja nie mogłam uwierzyć własnym uszom co słyszę
-Eee...nie mam czasu na chłopaków,teraz chce się zająć nauką-powiedziałam i pośpiesznie próbowałam otworzyć drzwi ale klucze wypadły mi na ziemię, Lucas nic się więcej nie odezwał tylko podał mi klucze i poszedł do swojego domu.Widziałam tylko jak zerka nerwowo w moją stronę.
Weszłam do domu,była pora obiadowa a nikogo jeszcze nie było więc postanowiłam zajrzeć do lodówki by zobaczyć czy mam jakieś składniki na obiad. W lodówce była sałata lodowa,marchewka,seler,śmietana więc postanowiłam zrobić z tego sałatkę,było jeszcze mięso mielone więc zabrałam się do robienia kotletów.Było nas trzy więc nie robiłam dużej ilości jedzenia ,sałatkę zrobiłam w 10 minut a kotlety razem z usmażeniem zajęły mi trochę więcej czasu.
Zrobione jedzenie postawiłam na stole,talerzy nie wyciagnełam bo były na półce gdzie nie dostawałam.Taki urok kaleki...
Do domu weszły Kristen i Ewa roześmiane
-Ooo coś tu ładnie pachnie-powiedziała Kristen zdejmując buty
-Pewnie ci się bardzo nudziło-powiedziała Ewa pokazując mi język
-Nie nudziło mi się bo byłam w mieście ale że nikogo nie było to postanowiłam obiad zrobić-powiedziałam wskazując na stół
-Jej kochana jesteś-powiedziała Kristen i mnie przytuliła
Ewa  wyciągnęła z szafki talerze i rozstawiła na stole. Gdy wszystkie już byłyśmy przy stole nałożyłyśmy sobie jedzenie i zaczęłyśmy jeść.
-Fabian mnie zaprosił do kina jutro wieczorem-powiedziała podekscytowana Ewa
-I co wybierasz się?-spytałam
-Oczywiście że tak!Może coś zaiskrzy między nami-powiedziała i wylała sok na siebie
Kristen podała jej ścierkę by wytarła ze swoich spodni plamę. Chciałam i ja jej powiedzieć że Lucas mnie zaprosił i odmówiłam ale Ewa chyba już o tym wiedziała bo dziwnie na mnie spojrzała.
-Dlaczego odmówiłas Lucasowi?-spytała Ewa
-Bo jak byś nie wiedziała niedawno straciłam chłopaka!-krzyknełam odjeżdżając od stołu
-Ale...
-Nie mam ochoty o tym rozmawiać-powiedziałam i pojechałam do swojego pokoju
***
Przez cały następny dzień Ewa chciała mnie przeprosić ale ja nie wpuszczałam nikogo do swojego pokoju,nawet Kristen. Siedziałam sama w pokoju i rozmyślałam nad tym wszystkim,nad moim popieprzonym życiem.
Pojechałam szybko do łazienki...nie mogłam pozbyć się tego wewnętrznego bólu pustki...nie mogłam pogodzić się ze śmiercią Sebastiana,że go nigdy nie zobaczę,chciałabym być z nim! Wyciagnęłam żyletke z szafki i spojrzałam na nią
-Od dziś ty jesteś moją przyjaciółką-powiedziałam i podwinęłam rękę.
Jedna łza-,jedno pociagnięcie żyletką w rękę
dwie łzy-dwa pociągnięcia żyletką...
Nie hamowałam się przed zrobieniem czegoś głupiego...nie mogłabym tak skończyc ale po prostu gdy się trochę pociełam ulzyło mi przez kilka minut. Opłukałam rękę,wytarłam ręcznikiem,zaciagnęłam rękaw i znowu pojechałam do pokoju.
W porze obiadowej zostałam zawołana na obiad ale tak samo jak śniadania ,tak i obiadu nie miałam ochoty jeść.
Wieczorem Kristen się do mnie odezwała,ja cały czas wpatrywałam się przez drugie okno gdzie był piękny widok na miasto.
-Nicola masz gościa-powiedziała Kristen
Dzisiaj Kristen nie była w pracy,miała dzień wolny.
-Mówiłam że nie chce nikogo widzieć-powiedziałam patrząc cały czas przez okno,pojedyncze łzy co raz pojawiały się na moich policzkach.
Nagle usłyszałam dźwięk pukania do moich drzwi,szybko wytarłam oczy rękawem mojej ulubionej bluzy <klik>. Ku mojemu zdziwieniu był to Lucas.Myślałam ze po wczorajszym nie będzie chciał ze mną rozmawiać ,jednak się pomyliłam co do niego.
-Hej Nicola...chciałem Cię przeprosić-powiedział i usiadł na łóżku
Ja odwróciłam się do niego i podjechałam pod miejsce w którym siedział,spuściłam wzrok...
-Nicola?Co jest?Płakałaś?-spytał ale nie uzyskał ode mnie żadnej odpowiedzi
Moje oczy zrobiły się szklane i wylał się potok łez.
-Przepraszam...to nie najlepszy dzień na rozmowę-powiedziałam próbując zatamować łzy
Cały czas myślałam tylko o tym jak to by było gdybym to ja umarła a Sebastian żył,albo co by było gdybyśmy oboje żyli...czy byśmy założyli rodzinę jak planowaliśmy?Czy zaakceptował by mnie jak bym jeździła na wózku? Wiem że powinnam przestać bujać w obłokach,myśleć bo by było gdyby ale po prostu nie potrafię od tako zapomnieć o życiu jakie miałam z chłopakiem którego kochałam.Wiem że mam szanse pokochać znów ale po prostu nie teraz,może za jakiś czas ale nie teraz...
-Nie płacz...nie mogę znieść jak dziewczyna płacze-podszedł do mnie i otarł łzy patrząc w moje smutne tęczówki
-Po prostu to za wcześnie się wszystko dzieje...potrzebuję czasu.Może kiedyś ci o tym powiem-powiedziałam na nowo się rozklejajac
Lucas jeszcze parę razy próbował mnie pocieszyć,przytulić ale to na nic...to nie ten czas że byłam szczęśliwą osobą na każdym kroku i miałam zawsze dobry humor.Mam nadzieje że jeszcze kiedyś taka będę,ale na razie muszę poradzić sobie sama ze sobą.
Nagle Lucas złapał mnie za rękę bym nie odjeżdżała znów od niego i zobaczył ślady krwi na mojej ręce która rękaw odsłonił
-Co to jest?-spytał odkrywając cały rękaw
-Zostaw,to nie twoja sprawa,chce być sama-powiedziałam i Lucas bez słowa wyszedł.
_____________________
Oto drugi rozdział:) Postarałam się by był trochę dłuższy niż zazwyczaj rozdziały które dodaje. Przyznam że pisałam go z myślą że wyjdzie coś fantastycznego...ale pomyliłam się i wyszło takie sama nie wiem co.  Rozdział dedykuję mojej przyjaciółce Agnieszce bo gdyby nie ona to dzisiaj rozdziału by nie było,ona mnie motywuje do pisania swoim "Kiedy rozdział?" "No pisz pisz będę miała co czytać" Uwielbiam to xD
Postaram się zrobić filmik na potrzeby mojego bloga :) Zobaczycie go niebawem , na kill-our-love tez takie coś będzie :)

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 1

Nie miałam zamiaru wstawac już nigdy wiecej z łóżka bo po co mi takie życie? Nie ma Sebastiana,jego rodzice obwiniają mnie za jego śmierć,ludzie których uważałam za przyjaciół odwrócili się ode mnie...jedyną osobą prócz moich rodziców która się nie odwróciła ode mnie i we mnie wierzy jest Ewa,moja najlepsza przyjaciółka.Codziennie przychodzi do mnie by mnie pocieszyć...wiem że powinnam się cieszyć ze żyję ale po prostu nie umiem sobie poradzić z tym że nigdy już nie będe mogła chodzić,tańczyć,biegać.
-Koniec leżenia !-usłyszałam głos mojej najlepszej przyjaciółki
Dość długo nie odwracałam się dlatego sama podeszła do mnie i wskoczyła do łóżka
-Nigdzie nie idę-powiedziałąm nie podnosząc nawet głowy by na nią spojrzeć
-Codziennie to samo...od wypadku nikogo nie chcesz wpuścić do siebie,nie mówisz nikomu jak się czujesz-powiedziała i usiadła tak bym spojrzała na nią
-Oj a jak ma się czuć kaleka?-spytałam i łzy zaczęły spływać po moich ciepłych policzkach
-Nie płacz tylko rusz się,zacznij na nowo żyć,na pewno Sebstian nie chciałby żebyś przelezała całe życie w łóżku-powiedziała a ja otarłam ręką moje łzy i się do niej lekko uśmiechnęłam
-Dzięki,cieszę się że mogę na Ciebie liczyć-powiedziałam i przytuliłam ją do siebie
Miała trochę racji w tym co mówiła,minęły 4 miesiące a ja dalej leze i nic nie robię poza tęsknotą za dawnym zyciem,podniosłam się i potrzebowałam pomocy w doprowadzeniu mnie do porządku.
 Moje nogi  były jak dwa klocki drewna,których bez pomocy nie da się ruszyć. Pomogła mi wstać i z pomocą jej usiadłam na wózku. Na szczęście nie miałam piętrowego domu i mogłam spokojnie się poruszać po domu na wózku.Pojechałam do łazienki by przemyć twarz i się uczesać. Górę ubrania oczywiście sama dałąm radę założyć ale dół musiała mi pomóc Ewa.Moje ubranie na dzisiaj było zwyczajne <klik>
Po porranym ubieraniu się razem z Ewą zawitałyśmy w kuchni gdzie moja mama już nałożyła nam pyszne śniadanie na talerze.
-Pani Parker nie trzeba było,jadłam już dzisiaj-powiedziała Ewa ale nie mogła się powstrzymac by nie spróbowac naleśników które moja mama robiła najlepiej.
Mama była drobną blondynką o szczupłej twarzy i talii jak gruszka,pracowała jako kucharka w pobliskim barze,natomiast Ojciec był szatynem i pracował jako kierowca tiru i jeździł po całym kraju.Rodzice przed wypadkiem wspominali coś że mamy się przeprowadzić do Niemiec,do rodzinnego miasta gdzie wychowywał się Ojciec.Nie wspominali o tym dlatego musiałam się spytać.
-Mamo a ten wyjazd do Londynu to dalej aktualny?-spytałam a oboje spojrzeli na mnie z niedowierzaniem
Byli na pewno trochę zdziwieni,bo to tej pory nie chciałam nawet mówić o powrocie do "żywych"
-Jeśli będziesz tylko miała tyle siły to zamówimy ci lot i polecisz do ciotki-powiedział Ojciec uśmiechajac się do mnie
-Nareszcie wróciła moja córeczka-powiedziała mama i przytuliła mnie
-Mam nadzieje że będę mogła się z tobą zabrać-powiedziała Ewa i wszyscy się zaśmiali oprócz mnie
Na pewno jeszcze długo nie będzie normalnie w moim zyciu,ale będe musiała jakoś sobie poradzić,pierwszym krokiem jest wyjazd.
*Miesiąc później*
Oststnie rzeczy miałam spakowane,ale jeszcze sprawdzałam po szafach i całym domu czy wszystko zabrałam. Wiem że może powinnam coś tutaj zostawić ale po prostu nie zamierzałam tu wrócić.Rodzice mieli kupić sobie mniejsze mieszkanie w Krakowie a to sprzedać. Bardzo się cieszyłam na ten wyjazd i mam nadzieje że tam będzie lepiej i zapomnę o wszystkich smutkach i razem z Ewą podbijemy Londyn
-To jak gotowa już?-spytał tato i zabierał ostatnie walizki do samochodu
-Tak-powiedziałam i ostatni raz spojrzałam na mój pokój 
Zabrałam moją kurtkę z wieszaka i wyjechałam przed dom by przywitać się z przyjaciółką
-Hej mała-powitała mnie promiennym usmiechem Ewa a ja jej zawtórowałam tym samym.
Porzegnałyśmy się z moimi rodzicami i wsiadłyśmy do taksówki ,która zawiozła nas na lotnisko.Oczywiście kierowca pomógł nam wypakować walizki i zanieść bliżej przeprawy.
-Dziękujemy-powiedziałyśmy a on tylko uśmiechnął się i zyczył nam miłej podróży. Zapłacone miał już wcześniej to nie musiałyśmy się już tym martwić.
Był problem z przeprawą ponieważ było za wąskie przejście i musieli mnie przenieść a wózek złożyć bym mogła  parę minut później dostać się na pokład samolotu.Było to dla mnie niekomfortowa sytuacja ale niestety w Polsce nie zrobili jeszcze takiego przejazdu dla niepełnosprawnych.
Gdy za pomocą jakiegoś chłopaka "weszłam" na pokład i na swoje miejsce byłam mu wdzięczna.
-Nie musiałeś mnie nieść,poradziłabym sobie-powiedziałam
-Nie słuchaj jej,ona po prostu nie jest przyzwyczajona że ktoś inny niż rodzina jej pomaga-powiedziała Ewa
-Nie ma sprawy,nie chciałem po prostu byś czuła się źle że ludzie na Ciebie źle patrzą,mam matke na wózku więc wiem jak to jest-powiedział chłopak i odszedł na swoje miejsce

Mówiłam wam że nigdy nie leciałam samolotem?Wiecie jakie to przepiękne widoki można zobaczyć?Jest cudownie!Nie myślałam że czymkolwiek podczas tej podróży się zachwyce a  tu takie coś.Przez cały lot gapiłam się przez okno,Ewa spała,była zmęczona.W sumie to jej się nie dziwie bo zawsze mi pomaga,mimo że mam rodzicó to ona przychodziła i chciała pomóc w ubraniu się,usadzeniu mnie na wózku.Kocham moją Ewę jak siostre której nigdy nie miałam.
Nagle z głośników wszyscy usłyszeliśmy "Proszę zapiąc pasy,lądujemy".
 ***
-Witajcie dziewczynki-podbiegła do nas ciotka Kristen gdy tylko nas zobaczyła 
Z pomocą taksówkarza szybko załadowała nas do samochodu. Pytała się nas o wszystko,od tego jak minęła nam podróż po wszystkie sprawy typu co lubimy itp. Ale najbardziej była przejęta mną że nie mogę chodzić i będe musiała mieszkac na dole w pokoju a nie na górze.
Pomogli mi wysiąśc z samochodu i skierowałam się by otworzyć drzwi od domu Kristen by łatwiej i szybciej mogli walizki wnieśc do domu.
-Od dzisiaj jest o wasz nowy dom,rozgoście się-powiedziała Kristen
Nie chciała bym mówiła do niej "ciociu" a Ewa "Prosze pani" tylko miałyśmy się zwracać do niej po imieniu.
Oprowadziła nas po całym domu,mnie prawie bo nie chciałam by mnie ktokolwiek zanosił. Podjechałam pod mój pokój,pokój był koloru brzoskwiniowego,miał kilka wspaniałych zdjęć na ścianach z widokami gór,morza...za oknem miałam widok podwórza oraz na pokój jednego z mieszkańców pieknego domu.Dom nie był piętrowy ale miał swój urok.Widziałam jedynie cień jakiegoś chłopka,wnioskowałam po tym ze to pokój jego.Nagle wyjrzał i zobaczył mnie a ja szybko odwróciłam wzrok i odjechałam od okna.Nie chciałam by uwarzał mnie za jakaś wariatkę która go podgląda.
-Dziewczyny sąsiad z kumplem chciał się przywitac bo widział że wprowadziłyście się do mnie.-powiedziała Kristen i podjechałam do salonu gdzie już była Ewa i dwóch przystojnych chłopaków.Spojrzeli się o dziwo do mnie z usmiechem a nie z pogardą jak zwykle bywało to w Polsce.Jeden był blondynem a drugi szatynem.
-Cześć jestem Lucas Rutter a to mój kumpel Fabian Winkler-jako pierwszy sie odezwał i podał mi rękę.Byłam pewna że to był ten chłopak którego widziałam przez okno
-Nicola Parker a to moja przyjaciółka Ewa Błaszczyk-powiedziałam po angielsku i uśmiechnęłam się do niego.
Przywitaliśmy się wszyscy ,a Kristen podała  nam zimne napoje i wyszła do pracy.
Był to przyjemny dzień spedzony z nowymi znajomymi,jednak musieli już iść,no bardziej to Lucas bo dzwonił do niego i słyszałam jak się na niego wydziera przez telefon.Nie myślałam że tak szybko kogoś poznam,ale najwidoczniej tak los chciał i jestemz tego zadowolona.Zaczyna sie nowe zycie w nowym miejscu i mam nadzieję że będzie tylko lepiej.

Witajcie:) Oto pierwszy rozdział mojego drugiego opowiadania. Nie jest zbyt dobry bo to dopiero początek,miał być zupełnie inny ale trochę akcję przyspieszyłam żeby nie było tak nudno i smutno:)




sobota, 15 marca 2014

Prolog

4 miesiące wcześniej(wspomnienie)
-Uważajcie na siebie-powiedziała mama
-dobrze,nie martw się wrócimy za tydzień-powiedziałam i złapałam Sebastiana za rękę
Otworzył mi drzwi od pasażera i jechaliśmy nad morze do jego rodziców.
Sebastian był moim pierwszym chłopakiem którego tak bardzo kochałam że nie widziałam świata poza nim,byliśmy razem od 2 lat i w końcu postanowiłam odwiedzić jego rodziców.
Byliśmy tak pochłonięci rozmową że nie zauwazyliśmy jadącego w nas tira,nie mógł nic zrobić,nie zdązył skręcić...
-S-sebastian-powiedziałam łapiąc go za ręke
Miał zakrwawioną całą głowę,ale oddychał...ledwo. Nie mogłam przestać płakać ,chciałam się uwolić by mu pomóc ale nie mogłam bo moje nogi były przygniecione częścią samochodu. 
***
-Panie doktorze otwiera oczy-usłyszałam głos mojej mamy
-Jak się czujesz?-spytał lekarz świecąc mi czymś po oczach
Nie wiedziałam co się dzieje,ale nagle przypomniałam sobie że nie ma przy mnie Sebastiana
-Ile spałam?-spytałam
-Byłaś w śpiączce,prawie trzy miesiące-powiedział lekarz o imieniu "Kevin"
-Myślałam że spałam,gdzie Sebastian?-spytałam rozglądając się dookoła,lecz jego nigdzie nie było
Chciałam wstać lecz moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa,nie czułam ich,byłam zła i przestraszona tym że nie ma Sebastiana i tym że nie moge się ruszyć...
-Prosze nie wstawac,to nic nie da-powiedział Ojciec który się dotąd nie odzywał
-Twoje nogi podczas wypadku z twoim chłopakiem zostały przyniecione dość dużą i ciężką częścią samochodu,przykro mi ale będziesz jeździła na wózku-powiedział lekarz odkrywając moje nogi
-Ale jak to?!-krzyknęłam przerażona a moim oczom ukazały się dwie nogi których ruszyć nie mogłam.Próbowałam je podnieśc ale to nic nie dawało.
-Mamo gdzie jest Sebastian?-spytałam
Mama odwróciła wzrok i spojrzała na lekarza
To czego się dowiedziałam nie było tym co chciałabym usłyszeć,chciałabym żebym to ja była na jego miejscu,wolałabym żeby on żył a nie ja!
-To nie prawda wszyscy kłamiecie!!-krzyknęłam i zaczełam płakać...
Od tego momentu nic już nie było takie same...rehabilitacja,wizyta u pani psycholog,odwiedzanie grobu Sebastiana,ciągły płacz...
_______________

Taki krótki prolog :) Mam nadzieje że nie jest taki zły :)