czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 2


Na następny dzień zaplanowałam sobie układanie ubrań w szafie.Niby przyleciałyśmy do Londynu dopiero wczoraj ale ja chciałam już mieć wszystko poukładane,ponieważ lubiłam mieć porządek wokół siebie,dlatego wstałam dosyć wcześnie bo o godzinie 8 a u mnie to rzadkość.Jestem bardziej typem osoby która lubi leniuchować i spać długo.
Gdy tylko otworzyłam oczy promienie wiosennego słońca powoli zaczęły się wdzierać do mojego pokoju.Powoli podnosiłam się do pozycji siedzącej by móc wstać z łóżka i przenieść się na wózek,wiedziałam że nie będzie to łatwe zadanie ale miałam nadzieje że chociaż trochę mi się to uda.
Rozkryłam kołdrę i przesunęłam się bliżej krawędzi łóżka,wyciągnęłam rękę by przysunąć bliżej wózek a stał dość blisko to mogłam to zrobić.Następnie uniosłam rękoma jedną nogę,później drugą by usiąść na krawędzi łóżka.Byłam zadowolona że dałam radę to zrobić,nie było łatwo.Przyszła kolej na najcięższą rzecz w moim wykonaniu,a mianowicie: usiąść na wózku. Już prawie dosięgałam tyłkiem do wózka ale...nagle gwałtownie się odsunął i upadłam na podłogę z wielkim hukiem.
-Cholera!-zaklęłam
Bolał mnie trochę tyłek po upadku ale nie tak jak myśl że nie potrafię sobie dać rady z przejściem na wózek z łóżka...nienawidziłam tej myśli ze przez całe życie będzie musiał mi ktoś pomagać i że sama nigdy nie dam rady wstać normalnie i pojechać do łazienki by się umyć i ubrać.Wkurzona przeczołgałam się do walizek by znaleźć czysta bieliznę i ubranie,gdy już to zrobiłam powiesiłam to na wózku i popchnęłam mój "pojazd"do łazienki a sama z wielkim trudem po 20 minutach dotarłam do niej.Łazienka znajdowała się na przeciwko mojego pokoju,drzwi od pokoju były uchylone więc mogłam "spokojnie wyjść" z pokoju.Z drzwiami od łazienki trochę się trudziłam ale w końcu jakoś otworzyłam,przeczołgałam się do środka i skierowałam się w stronę wanny.Odkręciłam kurek i po 10 minutach napełniła się wanna wodą z płynem do kąpieli który wlałam do wanny. Nie wiem jakim cudem ale udało mi się wejść do wanny ,z wielkim wysiłkiem w moim ciele i rękach ale udało mi się. Po umyciu się tak samo z wielkim trudem wydostałam się z wanny,wytarłam się dokładnie miękkim niebieskim ręcznikiem,posmarowałam się balsamem i zakładałam ubranie.Na dzisiaj wybrałam sukienkę<klik> więc nie miałam problemu z założeniem dolnej części ubrania.
-Co ty tutaj robisz?Ubrana?-spytała zdziwiona Ewa moją obecnością w łazience
-Było trudno,ale dałam radę-powiedziałam uśmiechając się do przyjaciółki
-Ale widzę że na wózek jeszcze nie dajesz rady wejść-powiedziała i pomogła mi posadzić swój tyłek na wózku.
-Co zamierzasz dzisiaj robić?-spytała Ewa rozczesując swoje włosy
-Miałam zamiar pookładać ubrania do szafy jak na razie -powiedziałam malując oczy eyelinerem.
-I dlatego się malujesz?-spytała Ewa śmiejąc się ze mnie że nawet w domu nie mogę być bez makijażu
Zostawiłam ją sama w łazience i pojechałam już na wózku do swojego pokoju by pookładać rzeczy.
Układanie zajęło mi ok 2 godzin,przyznam dużo rzeczy miałam. Po układaniu rzeczy wyciągnęłam swojego laptopa i go włączyłam.
-Nicola ?-spytała Ewa wchodząc do mojego pokoju
-Tak?-spytałam odwracając się od laptopa by spojrzeć na Ewę
-Poszłabyś ze mną pozwiedzać Londyn?
-Może później,teraz chce pogadać na Skypie z rodzicami-powiedziałam 
-A,no ok to pójdę sama-powiedziała Ewa a ja czułam w jej głosie zawiedzenie,ale musiałam porozmawiać z rodzicami i powiedzieć że u nas wszystko jest w porządku.
Ewa wyszła a ja zadzwoniłam do mamy i zaczęłyśmy rozmawiać przez Skypa.Tato też się czasami odzywał ale rzadziej niż mama,dowiedziałam się że sprzedali dom w Świdniku gdzie mieszkaliśmy tyle lat,narazie mieszkają w małym mieszkanku w Krakowie.
-A nie pomysleliście zeby zamieszkać z Babcia i Dziadkiem ?-spytałam
Pamiętam ze rzadko tam bywaliśmy bo tato się pokłócił z dziadkiem o to że dziadek jest uparty jak osioł i nie chce sprzedać ziemi.
-Wiesz że dziadek jest uparty-powiedział tato
-Ale Karol,Nicola ma rację -powiedziała mama zwracając się do taty
-Ja go pierwszy nie przeproszę-powiedział tato i widziałam w kamerce że krzyzuje ręce na piersiach
-Nie bądź tak uparty jak on i podaj pierwszy ręke na zgodę-powiedziałam a mama się usmiechnęła tylko do mnie
-No moze macie rację ale nie wiem czy by zechciał mieszkac ze mną pod jednym dachem-owiedział tato
-Jesteś jego synem,zresztą lżej by nam było i im tez-powiedziała mama
Po kilku minutach zgodził się i mają za tydzień jechać do nich,kazałam pozdrowić dziadków.
-Dobra ja spadam,jadę zwiedzać Londyn-powiedziałam i pożegnałam się z rodzicami.
Nie wiedziałam że tak długo zajęła mi rozmowa z rodzicami bo aż 1,5 godziny,ale Ewy jeszcze nie było więc postanowiłam sama zacząć zwiedzać. Postanowiłam zostawić karteczkę Kristen i Ewie w razie gdyby przyszły wcześniej niż ja. Kristen dorobiła nam klucze więc możemy spokojnie wychodzić kiedy chcemy.
"Poszłam(pojechałam) zwiedzać Londyn,jak coś to dzwońcie :)Nicola".

Zamknęłam drzwi na klucz i  włożyłam do torebki gdzie już był portfel i telefon.Zdecydowałam że skieruję się w prawą stronę ,był ładny chodnik więc nie bałam się że mogę się przewrócić,ludzie nie zwracali zbytnio na mnie uwagi bo dla anglików osoba niepełnosprawna nie była jakimś nadzwyczajnym obiektem drwin i kpin ze strony społeczeństwa.
Nagle moim oczom ukazała się niewielka górka prowadząca na dół,przynajmniej na początku wydawała mi się być mała...próbowałam zatrzymać wózek hamulcem który był w jednym kole,ale na nic to się nie zdało więc zrezygnowana jechałam coraz to szybciej i piszczałam bo nie mogłam ani zejść ani zatrzymać pojazdu.Raptownie wyskoczyłam z wózka i poleciałam prosto twarzą na chodnik.Obejrzałam się i zobaczyłam że to przez korzeń wyrastający w chodniku...szczęście z nieszczęściem,gdyby go tam nie było to jechałabym i jechałam a jak wypadłam to moja twarz jest cała potłuczona i leci mi z nos krew.Wytarłam chusteczką nos i próbowałam się podnieść ale niestety nie mogłam,wózek był o wile dalej niż się tego spodziewałam więc leżałam tak na tym chodniku.Nikt nawet nie spytał czy wszystko w porządku tylko każdy się patrzył i odchodził...ech...Właśnie w takich momentach chciałabym umrzeć!
-Nicola?-nagle usłyszałam znajomy męski głos
Nie wiedziałam kto to bo nie miałam siły by się odwracac,byłam taka poobijana że wszystko mnie bolało.Nagle ten ktoś podszedł bliżej bym mogła go zobaczyć...
-Lucas?Co ty tutaj robisz?-spytałam zdziwiona
-O to samo mógłbym ja Ciebie zapytać-powiedział podnosząc mój wózek i przyprowadzając go bliżej
-Chciałam trochę pozwiedzać Londyn,nie wiedziałam że tutaj jest taki stromy zgórek-powiedziałam nadal leżąc na chodniku,ale już za chwilę zostałam podniesiona przez Lucasa.Trzymał mnie na rękach dobre 5 minut.
-Lucas?Możesz mnie już posadzić na wózku,dam sobie radę-powiedziałam a on speszony posadził mnie na wózku i prowadził  z powrotem na górę
-Przepraszam-powiedział
-Nic się nie stało-powiedziałam łapiąc go za rękę,ale dopiero gdy to zrobiłam uświadomiłam sobie co tak naprawdę zrobiłam więc szybko zabrałam rękę.Czułam ze się rumienię...nie wiem czemu ale mimo że znam go od wczoraj strasznie pociągająco na mnie działa.Nicola! Opanuj się! Straciłaś niedawno chłopaka!
Gdy dojechaliśmy pod dom ciotki,pospiesznie chciałam wejść już do domu ,ale Lucas mi na to nie pozwolił zatrzymując mnie tak bym spojrzała na jego twarz. Gdy na niego patrzyłam  w moim brzuchu poczułam przyjemne uczucie,motylki w brzuchu.
-Musze już iść-powiedziałam i spuściłam wzrok a czar prysnął. Nie mogę sobie na to pozwolić..nie chce ZNOWU cierpieć przez chłopaka.
-Chciałabyś może jutro wybrac się ze mną do kina?-spytał a ja nie mogłam uwierzyć własnym uszom co słyszę
-Eee...nie mam czasu na chłopaków,teraz chce się zająć nauką-powiedziałam i pośpiesznie próbowałam otworzyć drzwi ale klucze wypadły mi na ziemię, Lucas nic się więcej nie odezwał tylko podał mi klucze i poszedł do swojego domu.Widziałam tylko jak zerka nerwowo w moją stronę.
Weszłam do domu,była pora obiadowa a nikogo jeszcze nie było więc postanowiłam zajrzeć do lodówki by zobaczyć czy mam jakieś składniki na obiad. W lodówce była sałata lodowa,marchewka,seler,śmietana więc postanowiłam zrobić z tego sałatkę,było jeszcze mięso mielone więc zabrałam się do robienia kotletów.Było nas trzy więc nie robiłam dużej ilości jedzenia ,sałatkę zrobiłam w 10 minut a kotlety razem z usmażeniem zajęły mi trochę więcej czasu.
Zrobione jedzenie postawiłam na stole,talerzy nie wyciagnełam bo były na półce gdzie nie dostawałam.Taki urok kaleki...
Do domu weszły Kristen i Ewa roześmiane
-Ooo coś tu ładnie pachnie-powiedziała Kristen zdejmując buty
-Pewnie ci się bardzo nudziło-powiedziała Ewa pokazując mi język
-Nie nudziło mi się bo byłam w mieście ale że nikogo nie było to postanowiłam obiad zrobić-powiedziałam wskazując na stół
-Jej kochana jesteś-powiedziała Kristen i mnie przytuliła
Ewa  wyciągnęła z szafki talerze i rozstawiła na stole. Gdy wszystkie już byłyśmy przy stole nałożyłyśmy sobie jedzenie i zaczęłyśmy jeść.
-Fabian mnie zaprosił do kina jutro wieczorem-powiedziała podekscytowana Ewa
-I co wybierasz się?-spytałam
-Oczywiście że tak!Może coś zaiskrzy między nami-powiedziała i wylała sok na siebie
Kristen podała jej ścierkę by wytarła ze swoich spodni plamę. Chciałam i ja jej powiedzieć że Lucas mnie zaprosił i odmówiłam ale Ewa chyba już o tym wiedziała bo dziwnie na mnie spojrzała.
-Dlaczego odmówiłas Lucasowi?-spytała Ewa
-Bo jak byś nie wiedziała niedawno straciłam chłopaka!-krzyknełam odjeżdżając od stołu
-Ale...
-Nie mam ochoty o tym rozmawiać-powiedziałam i pojechałam do swojego pokoju
***
Przez cały następny dzień Ewa chciała mnie przeprosić ale ja nie wpuszczałam nikogo do swojego pokoju,nawet Kristen. Siedziałam sama w pokoju i rozmyślałam nad tym wszystkim,nad moim popieprzonym życiem.
Pojechałam szybko do łazienki...nie mogłam pozbyć się tego wewnętrznego bólu pustki...nie mogłam pogodzić się ze śmiercią Sebastiana,że go nigdy nie zobaczę,chciałabym być z nim! Wyciagnęłam żyletke z szafki i spojrzałam na nią
-Od dziś ty jesteś moją przyjaciółką-powiedziałam i podwinęłam rękę.
Jedna łza-,jedno pociagnięcie żyletką w rękę
dwie łzy-dwa pociągnięcia żyletką...
Nie hamowałam się przed zrobieniem czegoś głupiego...nie mogłabym tak skończyc ale po prostu gdy się trochę pociełam ulzyło mi przez kilka minut. Opłukałam rękę,wytarłam ręcznikiem,zaciagnęłam rękaw i znowu pojechałam do pokoju.
W porze obiadowej zostałam zawołana na obiad ale tak samo jak śniadania ,tak i obiadu nie miałam ochoty jeść.
Wieczorem Kristen się do mnie odezwała,ja cały czas wpatrywałam się przez drugie okno gdzie był piękny widok na miasto.
-Nicola masz gościa-powiedziała Kristen
Dzisiaj Kristen nie była w pracy,miała dzień wolny.
-Mówiłam że nie chce nikogo widzieć-powiedziałam patrząc cały czas przez okno,pojedyncze łzy co raz pojawiały się na moich policzkach.
Nagle usłyszałam dźwięk pukania do moich drzwi,szybko wytarłam oczy rękawem mojej ulubionej bluzy <klik>. Ku mojemu zdziwieniu był to Lucas.Myślałam ze po wczorajszym nie będzie chciał ze mną rozmawiać ,jednak się pomyliłam co do niego.
-Hej Nicola...chciałem Cię przeprosić-powiedział i usiadł na łóżku
Ja odwróciłam się do niego i podjechałam pod miejsce w którym siedział,spuściłam wzrok...
-Nicola?Co jest?Płakałaś?-spytał ale nie uzyskał ode mnie żadnej odpowiedzi
Moje oczy zrobiły się szklane i wylał się potok łez.
-Przepraszam...to nie najlepszy dzień na rozmowę-powiedziałam próbując zatamować łzy
Cały czas myślałam tylko o tym jak to by było gdybym to ja umarła a Sebastian żył,albo co by było gdybyśmy oboje żyli...czy byśmy założyli rodzinę jak planowaliśmy?Czy zaakceptował by mnie jak bym jeździła na wózku? Wiem że powinnam przestać bujać w obłokach,myśleć bo by było gdyby ale po prostu nie potrafię od tako zapomnieć o życiu jakie miałam z chłopakiem którego kochałam.Wiem że mam szanse pokochać znów ale po prostu nie teraz,może za jakiś czas ale nie teraz...
-Nie płacz...nie mogę znieść jak dziewczyna płacze-podszedł do mnie i otarł łzy patrząc w moje smutne tęczówki
-Po prostu to za wcześnie się wszystko dzieje...potrzebuję czasu.Może kiedyś ci o tym powiem-powiedziałam na nowo się rozklejajac
Lucas jeszcze parę razy próbował mnie pocieszyć,przytulić ale to na nic...to nie ten czas że byłam szczęśliwą osobą na każdym kroku i miałam zawsze dobry humor.Mam nadzieje że jeszcze kiedyś taka będę,ale na razie muszę poradzić sobie sama ze sobą.
Nagle Lucas złapał mnie za rękę bym nie odjeżdżała znów od niego i zobaczył ślady krwi na mojej ręce która rękaw odsłonił
-Co to jest?-spytał odkrywając cały rękaw
-Zostaw,to nie twoja sprawa,chce być sama-powiedziałam i Lucas bez słowa wyszedł.
_____________________
Oto drugi rozdział:) Postarałam się by był trochę dłuższy niż zazwyczaj rozdziały które dodaje. Przyznam że pisałam go z myślą że wyjdzie coś fantastycznego...ale pomyliłam się i wyszło takie sama nie wiem co.  Rozdział dedykuję mojej przyjaciółce Agnieszce bo gdyby nie ona to dzisiaj rozdziału by nie było,ona mnie motywuje do pisania swoim "Kiedy rozdział?" "No pisz pisz będę miała co czytać" Uwielbiam to xD
Postaram się zrobić filmik na potrzeby mojego bloga :) Zobaczycie go niebawem , na kill-our-love tez takie coś będzie :)

4 komentarze:

  1. Genialny! :-D
    Smutne to trochę o tym wózku, ale na szczęście dała rady :-)
    Czekam na next :-*

    OdpowiedzUsuń
  2. w końcu!!! Taaak! Długo oczekiwany rozdział. Co ja sądzę ? jest świetny! Potrafisz pisać te opisy, po prostu dobrze Ci to wychodzi :D
    Smutne to, jak uciążliwe jest życie na wózku. Praktycznie cały czas jest się zdanym na innych, bo nie wszystko da się zrobić samemu. Mam nadzieję jednak ,, że bohaterka przywyknie do nowej sytuacji, że da szansę Lucasowi, któremu najwyraźniej na niej zalezy.
    Nie powinna się ciąć, bo życie jest jedno, a to co los przynosi, to nie od nas zalezy. Trzeba brac zycie jakie jest :-)

    Szczupaczek <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jeszcze opowiadania, w którym główna bohaterka jest niepełnosprawna, jest to pierwsze w tym rodzaju, jakie czytam. I nie mogę się doczekać kolejnych :*
    Weny :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne ♥ Czekam nn ;*
    lowcy-straznicy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń