czwartek, 27 marca 2014

Rozdział 3

muzyka
*Tydzień później*

Już się zadomowiłam w Londynie,zapisałam się na studia...chce zająć się na razie nauką a nie latać za chłopcami jak Ewa.
Od przyjazdu do Londynu Ewa zrobiła się jakaś dziwna...nie przebywa już ze mną tyle co zawsze,nie chodzi mi o to by się mną opiekowała ale o to że jestem jej przyjaciółką.
Pewnego dnia oznajmiła mi że wyjeżdża do Hiszpanii razem z jej chłopakiem Fabianem,który tam dostał nową pracę i rzucił studia.
-Przecież tak bardzo chciałaś na pedagogikę iść-powiedziałam smutno
-No wybacz...kocham go i chce tam razem z nim jechać-powiedziała przytulając się do mnie
-Ale miałyśmy tyle planów...
-Nie martw się wrócę i jeszcze nie raz będziemy miały wspaniałe plany-powiedziała i ruszyła na górę pakować swoje rzeczy. Nie wzięła wszystkiego bo jak powiedziała wróci do mnie.
Było mi bardzo smutno z tego powodu że zostanę sama z Kristen w domu...no ale jakoś to przezyję.
-Nicola nie płacz,ja nie jadę tam na wakacje tylko do pracy,wróce niebawem-powiedziała i uściskała mnie najmocniej jak potrafiła
-Trzymaj się i uważaj na siebie-powiedziałam i ostatni raz ją widziałam...
Była godzina 12,wykład miałam o 13.30 a żeby tam dojechać potrzebowałam transportu bo uczelnia jest dosyć daleko od domu.Właśnie zamykałam drzwi na klucz gdy pojawił się Lucas
-Myślałem że pojechałaś razem z Fabianem i Ewa
-Za dużo myślisz-powiedziałam i posłałam mu uśmiech a ten odwzajemnił
-Podwieźć Cię? Bo ja przyjechałem tylko po papiery dla Ojca i wracam do firmy-powiedział stojąc przy sportowym samochodzie. Nie powiem,było co podziwiać...każdy pewnie mu zazdrościł czarnego Lamborghini<klik>
-Wow...e nie,dzięki ale raczej do tego autka mój wózek się nie zmieści-powiedziałam cały czas patrząc na samochód,nie mogłam oderwać od niego wzroku.Pewnie kosztował niezłą sumkę,chociaż jego stać...
-Zmieści się,o to się nie martw-powiedział i pomógł mi usiąść na miejsce pasażera a wózek złozył i schował na tylnie siedzenie.
Jechaliśmy bardzo szybko,dziwie się że nie było żadnej policji i nie złapała go.
-Jeździsz strasznie szybko...-powiedziałam mocno się trzymając swojego siedzenia,wbita w fotel
-Wybacz...-powiedział i zwolnił do prędkości jaka panowała zazwyczaj na drodze
Gdy tylko dojechaliśmy pod uczelnię posadził mnie na wózku a gdy mu podziękowałam odjechał.Każdy się na mnie dziwnie patrzył,nie dość że kaleka to się wozi takim autkiem...pewnie tak sobie mogli pomyśleć. Szybko skierowałam się na mój pierwszy wykład ,było trudno się z poruszaniem,ale dałam radę.Na sali nie było przejścia dla inwalidów więc musiałam stanąć gdzieś z boku by wykładowca nie miał mi za złe że mu przeszkadzam w poruszaniu się po swojej części.
-Witam wszystkich nazywam się profesor Jivan Nikolerberg i będę od dzisiaj wykładał -powiedział i rozejrzał się by zobaczyć ile jest osób,a było dość sporo
Był w podeszłym wieku,miał juz dosc sporo siwych włosów,miał około 175 cm wzrostu i był bardzo gruby,dziwiłam się że mieści się w drzwiach.Jego jedna ręka to jak moje dwie...Nosił okulary na nosie i patrzył się swoim pioronującym wzrokiem.
-Czy mógłby ktoś jej pomóc ?Wiem że nie mamy dla wózków żadnego przejścia ,ale postaram się by to się zmieniło-powiedział
-Nie udawaj tylko wstawaj-powiedział jakiś chłopak a wszyscy tylko na niego spojrzeli
-Nie udaje...nie mogłabym-powiedziałam smutno
 Jakiś brunet zszedł i pomógł mi usiąść na pierwsze lepsze miejsce
-Dzięki-powiedziałam speszona zaistniałą sytuacją
-Kaleka i pedagogika-powiedział jakis chłopak i się zaśmiał
-Wiem na pewno więcej od Ciebie na ten temat,sama jestem osoba niepełnosprawna i dlatego wybrałam pedagogike specjalną-odpowiedziałam krzyżując ręce na piersi.
-I że mi przyszło byc w grupie z tobą...-powiedział przewracając oczami
-Panie Lutz prosze o opuszczenie wykładu,chyba że pan zmieni swoje nastawienie do koleżanki-powiedział profesor patrząc się na chłopaka z pod okularów.
-Dobra juz dobra...-powiedział i siedział cicho do końca wykładu
***
Dochodziła godzina 20,a dopiero skończyły się zajęcia,na szczęście były przerwy.NIby pierwszy dzień a wymęczyli nas jak by to była połowa semestru.
-Hej zaczekaj!-usłyszałam za sobą męski głos
-Co znowu?-spytałam ze złością bo zobaczyłam tego samego chłopaka co mówił że udaje
-Chciałem Cię przeprosić za moje zachowanie -powiedział
-I niby mam uwierzyć w twoją niby przemianę? Ha ha-ironizowałam
-Może Cię podwieźć?-spytał zmieniając temat
-Nie dzięki nie chce twojej litości,poradzę sobie-powiedziałam kierując się w stronę przystanku
-No nie daj się prosić-powiedział idąc za mną
-No daj mi spokój! Odwal się ode mnie!-krzyczałam
-Boże dziewczyno...nie to nie.Jeszcze będziesz błagac o pomoc.Ja nie wiem co ten mój brat w tobie widzi-powiedział i już odchodził gdy go zatrzymałam
-Czekaj...jaki brat?-spytałam
-Lucas  to mój brat przyrodni,ja jestem Nathan-powiedział poprawiając swoją oklapłą grzywkę
-Nicola-powiedziałam witając się
Mimo że był bratem Lucasa to i tak postanowiłam że pojadę autobusem do domu.Trochę było ciężko,nie kazdy chciał mi pomóc ale dałam radę,w końcu muszę się usamodzielnić i nie prosić każdego o pomoc.
Lucas nic nie wspominał o swoim bracie,w sumie ja tez niewiele mu powiedziałam o sobie.Byłam dośc skrytą dziewczyną od pamietnego wypadku...
Podobnie jak myśl o samobójstwie, myśl o samot­ności bywa czasem jedyną formą protestu na jaką nas stać, gdy wszystko zawiodło, a śmierć ma w sobie jeszcze ciągle więcej grozy niż uroku
Podczas powrotu do domu przypomniała mi się ta piosenka która odzwierciedla moje dotychczasowe uczucia.Chyba nie istnieje żadne pocieszenie po tragedii jaka mnie spotkała,czyli utrata ukochanej osoby...Cały czas myslałam o tym i nie mogłam zapomnieć mimo że próbowałam,nadal gdy o nim pomysle lub wypowie ktoś jego imię to dreszcze przechodzą prze moje całe ciało Nie umiem zawrzeć znajomości z jakimkolwiek chłopakiem,zaraz mi się przypomina że brak mi bliskości Sebastiana...
Gdy byłam blisko domu zauwazyłam Lucasa który uśmiechnął się do mniea ja tylko lekko odwzajemniłam uśmiech i skierowałam się do domu.
-Jestem już!-krzyknęłam ale odpowiedziała mi cisza
Byłam zdziwiona że nie ma Kristen,zawsze o tej porze już była,ale za chwile usłyszłam telefon który był w mojej torebce więc do niego sięgnęłam.
-Tak?-spytałam
-Bede dzisiaj późno więc nie martw się,jak coś to Lucas jest obok w domu-powiedziała
-Nie,dzięki poradzę sobie-skłamałam i się rozłączyłam
Pojechałam do salonu i właczyłam sobie jakiś film,który własnie leciał w telewizji.Nie był nudny ale byłam zmęczona więc po pewnym czasie zasnęłam w niewygodnym wózku.
             ***
Obudziłam się o dziwo w...łóżku! Nie miałam pojęcia jak to się stało,do momentu aż nie zobaczyłam śpiacego na fotelu w moim pokoju Lucasa.Przestraszyłam się że teraz jestem cała rozmazana,rozczochrana i że się mnie teraz przestraszy.
-O obudziłas się już-powiedział Lucas przeciągając się na fotelu
-Ty mnie przeniosłes na łóżko?-spytałam
-Owszem.I zasnąłem tutaj,mam nadzieje że nie masz nic przeciwko-powiedział podchodząc do mojego łózka
Jego roztrzepana fryzura dodawała mu uroku,a zaspane oczy wyglądały jeszcze bardziej pociągajaco niż gdy zobaczyłam je pierwszy raz. Nie wiedziałam co się z emną dzieje....raz czuje się zażenowana że podoba mi się facet a zaraz nie moge tego dopuścic bo Sebastaian umarł...jestem dziwna
-Przepraszam za Nathana-powiedział patrząc się na mnie
-Nic nie szkodzi,przyzwyczaiłam się ze ludzie uważają mnie za nic nie znacząca kalekę-powiedziałam
Przez chwilę zapadła cisza i żadne z nas się nie odezwało przez prawie 30 minut.Lucas zamrugał oczami i otworzył usta by cos powiedziec,ale zaraz je zamknął i ponownie otworzył i tym razem zaczał mówić:
-Ja tak nie uważam...-powiedział przybliżając się do mnie
-Nathan zasugerował że podobam ci się-powiedziałam
-Bo to prawda-powiedział przybliżając się do mnie a centymetry które nas dzieliły zamieniły się w niebezpieczne milimetry.Nie wiedziałam co mam robić,zwłaszcza że nie mogę się nigdzie ruszyć.
-Ale ja niedawno straciłam chłopaka...nie chce jak narazie miec chłopaka...mam studia-powiedziałam a Lucas nagle pochylił się nade mna i mnie zaczął całowac.
Najpierw odwzajemniłam ten pocałunek ale nagle moja świadomośc zaczeła działać i go odepchnęłam
-Więcej tego nie rób!-krzyknełam i przyłozyłam mu z liścia w policzek tak mocno ze az zabolała mnie ręka
Lucas wstał i gdy był już przy drzwiach powiedział:
-Myslałem że jesteś inna,ale rozumiem...-powiedział i z trzaskiem wyszedł z domu.
Żałowałam że tak go potraktowałam zwłaszcza ze był dla mnie miły od kąd przyjechałam do Londynu...ale tak to jest jak się najpierw robi a potem mysli.

______________
Rozdział pisany na szybko :P
Pojawił się nowy bohater:Nathan,jest również w zakładce "Postacie"
Miałam rozegrac to trochę inaczej...ale po prostu nie miałam pomysłu na rozdział,obiecuję że nasteony będzie lepszy :)


5 komentarzy:

  1. Cudny rozdział ^^ Masz fajne pomysły i talent do pisania :))) Czekam nn i życzę dużo weny

    OdpowiedzUsuń
  2. No, ale czemu go odepchnęła. Powinna być bardziej dostepna dla Lucasa :D A ten Nathan wredny był na lekcjach. Dziwne, ze nagle zmienil do niej nastawienie...

    Pisz szybko nastepny;) Szczupak

    OdpowiedzUsuń
  3. Och! Świetny rozdział i w ogóle strasznie mi się podoba to opowiadanie :D
    czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam Cię do Libster, pytania u mnie :)
    http://onedicectionforever.blogspot.com/2014/04/liebster-award-112-d.html

    OdpowiedzUsuń